• Wpisów: 1523
  • Średnio co: 14 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 11:00
  • Licznik odwiedzin: 71 780 / 933 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
kryminalistyka.fr.pl
 
Poszłam wczoraj dopasować sobie okulary. Prosta rzecz - pogapisz się na literki, pozakładają ci ustrojstwa na oczki i luzik. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Wlazłam do gabinetu, gdzie naprawdę miła Pani Doktor [PD] pooglądała moje oczęta. Okularki dobrane, super, hiper, dziękujemy, całuję rączki, do widzenia. A gdzie tam.
PD z zupełnego nienacka nagle pyta, czy przybyłam oto pojazdem własnoręcznie prowadzonym. Nieświadoma zagrożenia zaprzeczyłam. No to zbadamy dno oka (no i odnalazłam w sobie drugie dno - bo oka dwa, więc jest pierwsze i drugie). No to badamy. Zakroplowała mnie, usadziła przed wehikułem badającym i bada. Oko prawe - rach, ciach dno jest, oko jest, luzik. Oko lewe - patrzy, patrzy, patrzy i już czuję - oj będzie CÓŚ. Miałam rację - CÓŚ jest. CÓŚ jest spory, brązowy i plamowaty. Nie przejęła bym się zbytnio, ale PD mi tłumaczy, że to albo CÓŚ totalnie nieszkodliwy, albo ... No tak, padło piękne słowo NOWOTWÓR. Łoj, adrenalina mi się podniosła. PD stawić się kazała na drugi dzień (znaczy dzisiaj) rano w przychodni, gdzie takie CÓŚie badają.
Cóż było robić - rano grzecznie w przybytku owym się melduję. Muszę przyznać, że szacun dla PD pełny. Zajęła się mną od momentu rejestracji (oczywiscie dowód ubezpieczenia w domu został) aż do konsultacji z Człowiekiem Który Zna się na Ćósiach. W ekspresowym tempie przeciągnęła przez proces diagnostyczny. Cóś został zUSGewany (ni cholery nie potrafiłam go na tym USG rozpoznać), strzelono mu śliczne zdjątka, na których moje oko wyglądało jak słońce w fazie wielceaktywnej, zakropiono oczywiście, obejrzano jak modelkę na wybiegu i zaprowadzono do CKZSNC. W godzinę, w państwowej przychodni. Szczęka mi opadła, bo spodziewałam się drogi przez mękę, dlatego też jawnym tekstem tu podaję, że to tylko dzięki personalnemu zaangażowaniu doktor Moniki Jędrzejczyk-Strużniak.
No i wylądowaliśmy z Cósiem na stołeczku przed następnym ustrojstwem, CKZSNC w oczka spogląda, spogląda, spogląda....
CÓŚ okazał się zbliznowaceniem po zapaleniu z elementami kolorystycznymi (nawet odcienie ma). Będziemy zatem z Cósiem chodzić sobie na kontrolę, trzymając go za twarz (tylko gdzie CÓŚ ma twarz?) coby mu się nie zachciało zezłośliwieć.
I tak sobie z Cósiem pożyjemy, zobaczymy...
  • awatar Mirko: Dlatego ja nie chodzę do lekarzy i jestem zdrowy! Czasem [teoria spiskowa_mode:on] mam wrażenie, jakby lekarze wyszukiwali wszelkie możliwe choroby i schorzenia w człowieku na siłę, by tylko wcisnąć w niego tę chemię, którą oferują przekupujące ich koncerny farmaceutyczne.
  • awatar Sierściuchowo: Jak w państwowej to rzeczywiście super-ekspres. Zdrowiej.
  • awatar ikselka: Az sie nie chce wierzyć że to państwowo :) ale dobrze że sie okazało że coś jest niegroźnym cosiem :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Ło matulu moja! się zardzewiało po tej zimie mi straszliwie. Trzeba – myślę – cztery litery ruszyć, bo jak tak dalej pójdzie, to będę mogła spokojnie nosić ciuchy po pani Gessler, a przejście ze śmieciami do kosza nosić będzie wszelkie cechy przebiegnięcia maratonu. A że u mnie etap wykonania występuje zaraz po etapie decyzyjnym, no to zapisałam się na siłownię. Na aerobiki i różne fitness się nie nadaję z prostego powodu – nie umiem i nie lubię dostosowywać się do grupy. Mam swój rytm ćwiczeń (wcale nie najwolniejszy, aczkolwiek dostosowany do lichej kondycji mojej) i tyle.  Nie da rady i już.
Że jestem leń leniowaty leniem poganiany, to dorzuciłam do pakietu Herr Trenera, aby zwalić mu na głowę pilnowanie, motywowanie, myślenie  i takie inne ;) Instruktorzy na siłkach jacy są każdy wie, to i mam przy okazji nudnych ćwiczeń oko na kim zawiesić. Dla mnie bomba – gorzej dla instruktora, bo w marudzeniu mało kto mnie przebije w miejscu kultu ciała owym (ha, założycie się?).
No i teraz (znaczy teraz to nie – bo siedzę i piszę), ale tak ogólnie teraz, mogę sobie iść i pogapić się na Osobniki Trenujące. Gapię się co prawda pod koniec treningu, to i gapienie jest jakości marnej, bo wtedy i ja marną jakość osiągam – pot na ślipki się leje, ostrość widzenia zamazując, a charczenie w płucach zagłusza dialogi.  No ale Herr Trener tak ustawił trening, że przez 90% czasu zasłania mi skutecznie widok osobą trenerską swoją (nie to żebym narzekała, o co to to nie ;)). Na koniec jak mu się już znudzi słuchanie moich narzekań, to wsadza Marudę na cokolwiek, na czym samodzielnie można zostawić i każe 30 minut łazić po bieżni, albo pedałować na rowerku. A że nudne jest to straszliwie (a uciec się nie da, bo Herr Trener ma niezłe zadatki na dobrego kapo i co chwilę przyłazi i sprawdza) no to uskuteczniam oczną analizę otoczenia (takie zboczenie zawodowe).
A że jak już wspomniałam lenistwo moje jest jak głupota ludzka –nieskończone, to kombinuje, coby metodykę trenowania bez wysiłkowego podłapać ;) Bo na normalne „nie, tego nie, proszę…” Herr Trener jak na prawdziwego sadystę przystało, uśmiechając się  znacząco, daje pokaz totalnego mojego zdania zlewania. Nie działa też „już nie mogę”, „zaraz padnę” „nie dojdę do domu” – choć przy tym ostatnim była reakcja, bo Her Trener stwierdził, że w razie czego to mnie zaniesie.  Cwaniaczek wie dobrze, że mieszkam po drugiej stronie ulicy i mam na dodatek w bloku windę. Chciał - niechciał, trzeba kombinować.
Parę patentów już podłapałam.
Patent pierwszy – na klepacza
W porażającej większości są to faceci, szczerze mówiąc babka mi się jeszcze nie zdarzyła. Wpada taki z szerokim uśmiechem na salę i zaczyna się witać. Oczywiście przybijając piątkę lub klepiąc w wyciągniętą rękę. Wszystkich zna, to i do wyklepania ma sporo. Zakręt, klep, dwa kroki, klep, przejście, klep.  A tu trzeba słówko zamienić, a tu o coś spytać.  I zanim się obejrzysz – nie dość że pól treningu z głowy, to i relacje międzyludzkie podtrenowane. O wyklepanej rączce już nie wspomnę.  Tyle, że A) nie znam jeszcze tylu Osobników Trenujących, żeby mi dużo to klepanie zajęło, B) stosunek siły mojego klepania do odklepywania panów postury słusznej może się skończyć moim sklepaniem totalnym ;( Trzeba coś bardziej damskiego wymyślić.
Patenty „damskie” mam dwa: na przyjaciółkę i na makijaż.
Patent „na przyjaciółkę” wymaga zaangażowania osoby drugiej. Bierzesz oto taką bidulę i traktujesz jako obiekt nieustającej adoracji, tzn. co chwila przysiadasz lub  przystojasz się aby coś przedyskutować, pomóc, poprawić.  I tak schodzi 40% treningu. A ile przy tym ciekawych rzeczy można oplotkować (w tym Herr Trenera). Jednakże obawiam się, że z Herr Trenerem jest to niewykonalne, bo on jakoś one-to-one te treningi prowadzi (co do preferencji w innych okolicznościach, to jeszcze nie wiem).
Herr Trener komplikuje też patent „na makijaż”.  Sam sposób jest banalnie prosty – przychodzisz na siłkę wytapetowana jak na lans na deptaku w Sopocie i nie wykonujesz ćwiczeń, które mogą ten makijaż rozmazać.  Puder spływa – znaczy trzeba przystopować. Tusz oczki zalewa – zwolnij kobito. Człowiek się nie zmęczy, lenistwo podhodowane, polansować się polansujesz. Ale i tu Herr Trener genialną prostotę planu tego rozwalić może, bo obawiam się iż malunek tapetyczny olać mógł by równo (lub co najwyżej wyśmiać) i skończyło by się na dadaistyczno-kubistycznych artystycznie rozmazanych kosmetycznych arcydziełach na moim własnym licu.
Następny trening mam dziś o 20.00. Założę na czoło lanserską opaskę i będę obserwować (oczywiście jak nie padnę wcześniej).
Może jakiś nowy patent podłapię.
  • awatar Kushami: A może jakaś delikatna kontuzja? Opaskę załóż nie na czoło tylko na rękę, nogę lub co tam możesz kontuzjować. Ćwiczenia będą delikatniejsze i jeszcze Herr Trener powinien docenić Twoje poświęcenie :)
  • awatar Kushami: Zapomniałam dodać, że kontuzja powinna być, rzecz jasna, symulowana :P
  • awatar Sierściuchowo: Ło mamo, to ja jestem buc nad buce - wchodzę, zasuwam do wyrzygu i wychodzę. Poza tym nic mnie tak nie stawia na nogi jak 3 godziny potu i łez ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Tak mi się przypomniało zdarzenie „romantyczne”, czemu nie wiem. Może to z niewyspania po całonocnej podróży PKSem – szara masa mi się wytrzęsła.
Działo się to kilka lat temu. Zapoznało mi się (szczerze mówiąc już nie pamiętam jak), Typa – takiego przez duże T.  Typ był prawie z tych „boskich” (kudły na szczęście miał krótkie, to i mi resztka przytomności została).  Poziom „romantyzmu” mi się podniósł i chyba widać było, bo się z Typem zaznajomiliśmy. I jak to bywa –czar prysł. A dokładniej wyemigrował przez otwarte usta. Bo póki trzymał je zamknięte, czar mocno mnie za łepetynę targał. A jak otworzył – czar dyla w te pędy. Łepetyna targana być przestała, a dialog antytargajacy przedstawiał się mniej więcej tak:
Bla bla takie tam wstępne
T[yp] – wiesz, bo aj stawiam sprawę jasno. Żeby coś miedzy nami zagrało to nie możesz lecieć na pieniądze.  A to znaczy, że musisz być niezależna. Masz mieszkanie w Warszawie?
J[a] – no nie…
T – a własny samochód?
J – no nie…
T – no ale pracujesz? Jakieś menadżerskie stanowisko?
J – no nie…
T – sama widzisz, szukasz faceta, który by cię utrzymywał. A to jest układ…. Bla bla….
Ogólnie – „…ciał bambina, spadaj mała, tam są drzwi…”
I tak oto wielgachna, niezależna, partnerska miłość ubita została na miejscu „na śmierć”. Ciekawe co by było, gdyby Typ pozwolił mi dokończyć odpowiedzi na pytania.
No bo faktycznie nie mam samochodu – jeżdżę motorem. Mieszkanie mam nie w Warszawie, ale pod Warszawą, a dom 130 kilometrów dalej. Menadżerem też nie jestem – tylko specjalistą IT, którego zaszeregowanie płacowo – hierarchiczne  jest takie jak  kierownika projektu.
Ach te niedomówienia….

facepalm.jpg
  • awatar old devil: bardzo dobrze, że pozwoliłaś sobie na te niedomówienia hehe kretyn gdyby Kobieta choć spróbowała mi zadać którekolwiek z tych pytań, byłaby z miejsca skreślona, zresztą tak samo zrobiłaś przecież Ty, nieźle się z nim zabawiłaś
  • awatar gorzka żołądkowa: no i świetnie. na kretynów się czasu nie marnuje :)
  • awatar Caltha: boooooooskie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Dostałam maila dziś. A że jestem z natury podejrzliwa, to zastanawiam się gdzie jest haczyk. Dostaliście coś takiego kiedyś?


"...Dear unknown lady named I tu faktycznie moje imię

I was surfing on the net, when I came accross your portrait by chance. Well, I know I am going to tell you something that perhaps will sound stupid, but anyway. Indeed, it has been amazing how much your face reminded me of a woman I have loved in the past. It is almost nothing, and first I wanted to keep this emotion for myself... but finaly I decided to share it with you, and in a way to thank you [on this beautiful sunny evening here in Montpellier] for this sweet memory you woke up in me.

Take care of you...

Best regards from a frenchman named  Jean-Marc..."

Sprawdziłam oczywiscie nazwisko i stronę która jest w stopce. Może to forma reklamy strony (facet jest fotografem, był w Polsce i faktycznie mieszka w Monpellier) ?
  • awatar Sasha Jaroslawow: Ciekawe, nie wiem co o tym myśleć :P
  • awatar Araniella: Ściema. :) Parę razy dostałam tego typu maile. Najczęściej od czarnoskórych mężczyzn. Wynajdywali mnie na myspace, kiedy jeszcze ten portal był popularny. Mogłam zostać nawet królową afrykańskiej wioski, ale nie przyjęłam oświadczyn. :P Inny oferował za moją rękę 50 wielbłądów. Ale też się nie zgodziłam, gdyż minimalna liczba wielbłądów, jaka jest mnie skłonna przekonać do przyjęcia oświadczyn, wynosi 60 wielbłądów... :P
  • awatar jamnick: Ta, dostałam. Inna treść, ale też ściemę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 
There are only 10 types of people in this world.
Those who understand binary, and those who don't
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Zamknęli mnie we własnym pokoju w pracy. Ludziki Kochane poszły na spotkanie działowe i "z rozpędu" zamknęli mnie i zabrali klucz.
I poszli na SPOTKANIE WYŁĄCZAJĄC TELEFONY KOMÓRKOWE.
Akcja ratunkowa - telefon do kumpla-  ratunku!
Znalazł chłopina zapasowy klucz i mnie uwolnił.
Ale "zamykacza" opitole ja wróci.....
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Edelweiss mnie dopadła ;)


*1. Jeśli miałabyś jedną piosenką opisać siebie/swoje życie, to byłaby to...?*
Jedną nie da rady. Ni huhu. Może jedną na etap. W tym momencie kojarzą mi sie dwie: Elektryczne Gitary - "Co ja robię tu" i  Kat "Łza dla cieniów minionych". Pierwsza dla tego, że przeważnie nie ogarniam co się naokoło dzieje, druga - bo niestety żyję na sinusoidzie - jak jest ok, to znowu łup i trzeba się podnosić.


*2. Książka/wiersz/tekst, który wywarł na Tobie największe wrażenie, to...?*
Nie wiem, zapytajcie jak bedę miała 90-tkę. Tyle jeszcze do przeczytania.

*3. Twoje motto życiowe to...?*
Eeeee... gdzie ja jestem, co się dzieje?

*4. Zrobiłaś kiedyś coś szalonego do czego wstydzisz się przyznać?*
Do szaleństw się przyznaję, wstydzę sie przyznawac do rzeczy głupich (a niestety mam trochę tego "za uszami").

*5. Najbardziej romantyczny moment w Twoim życiu to...?*
Sprawa pomiedzy mną a Nim. Nie do publikowania. No i oczywiście każdy raz, kiedy jakiś długowłosy przystojniak przynosi mi cappuccino z pianką i czekoladki - jak mi od tego poziom romantycznosci wzrasta to głowa mała. Romantycznieje też na widok fajnego motoru (blachara jak nic). Ale ogólnie chyba jestem mało romantyczną osobą.

*6. Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to...?*
Przestrzenie u Dziadków - pola, lasy, czas na "puszczanie łodek" w strumyku, podpalanie stogów z sianem, skakania z dachu na spadochronach z prześcieradeł, ech... no i się rozmarzyłam.  

*7. Patrzysz w lustro i kogo widzisz?*
Siebie ;) O cholera, co to toto mokre z pazurami za prawym ramieniem, ratunku, ratu......

*8. Gdybyś mogła spełnić jedno ze swoich marzeń to byłoby to...?*
Móc mieć wszystko gdzieś i robic tylko to co chce po swojemu.


*9. Masz jakiś rytuał, bez którego nie wyobrażasz sobie życia?*
Nie, choć chętnie nauczyłabym się paru co ciekawszych od jakiegoś Houngana.  

*10. Gdybyś mogła coś zmienić w swoim życiu/otoczeniu to byłoby to...?*
Ja non stop coś zmieniam. Taki typ. Ale jakbym miała AK-47.....

*11. Masz jakieś zasady, których nigdy w życiu nie złamiesz?*
Jednego się nauczyłam - nigdy nie wiesz jak się zachowasz w danej sytuacji, dopóki się w niej nie znajdziesz. Nie istnieją niełamalne zasady.

Do zabawy zapraszam Łajkę, Tannat i Jamnickę
  • awatar tannat: jestes maUp, zwykly podly maUp
  • awatar łajka marna: hę? ja? ale te pytania jakieś takie som.. :>
Pokaż wszystkie (2) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 

rak.jpg
Pokaż wszystkie (1) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Katarzyna Ciołkiewicz:

Mój osobisty ranking, zaczynając od miejsca trzeciego (najgroźniejszy był wg mnie numer 1.)


3. Richard Ramirez
Inaczej "Nocny Łowca". Wykazywał zainteresowanie satanizmem. Zabijał ludzi poprzez strzał w głowę, nożem, łyżką do opon, również dusił swoje ofiary. Potrafił zgwałcić dwie kobiety po 80-tce, przy czym jednej z nich wydłubał oczy. Kobiety, niezależnie od tego, czy miał zamiar je zabić, czy nie, były przez niego brutalnie gwałcone. Został oskarżony o 43 przestępstwa, w tym 13 zabójstw. Nazywał innych ludzi świrami, twierdząc, że jego osądzenie jest poza kwalifikacjami sądu, gdyż Ramirez pozostaje "poza dobrem i złem, poza wyobraźnią" - w ten sposób stawiał siebie wyżej od innych. Jego wypowiedzi na temat osoby własnej, jak również okazywanie oddania szatanowi mogą być uznane za objawy choroby psychicznej. Richard Ramirez został skazany na prawie 200 lat więzienia oraz na śmierć w komorze gazowej. Do dziś dnia przebywa w Więzieniu Stanowym Saint Quentin, oczekując na wykonanie wyroku.

2. John Wayne Gacy
Liczba jego ofiar to 33, byli to młodzi mężczyźni i chłopcy. Gacy pracował przez jakiś czas w zakładzie pogrzebowym, co mogło się przełożyć na jego fascynację śmiercią i zabijaniem. Mimo, że uchodził w swoim miejscu zamieszkania za przykładnego obywatela, został oskarżony o pedofilię (nie dopuszczał się jej jednak wobec dwójki własnych dzieci) i skazany na 10 lat więzienia, został jednak wypuszczony wcześniej - za dobre sprawowanie. Co ciekawe, pracował z dziećmi charytatywnie jako klown. Pokazywał również sztuczki magiczne. Te z użyciem kajdanek pozwalały mu unieruchomić ofiarę, ogłuszyć ją, zgwałcić, a następnie zabić.
Gdy policja dowiedziała się o zaginięciu jednego z chłopców, którego wcześniej widziano z Gacy'm, nakazano przeprowadzenie rewizji w jego domu. Pod jego podłogą policjanci znaleźli 27 ciał w stanie rozkładu. Po tym odkryciu, Gacy, wiedząc, że nie uda mu się udawać niewinnego, zdradził policjantom położenie reszty ciał. Część z ciał ofiar pogrzebał w okolicy swojego domu, część zatopił w rzece. Mordował głównie dzieci i prostytuujących się mężczyzn.
Gacy prawdopodobnie chorował na schizofrenię (nie jest to jednak wersja potwierdzona), gdyż utrzymywał, że ma trzy osobowości: John Klaun (czyli działalność charytatywna), John Biznesmen (praca), oraz John Morderca, zwany też Jackiem Harleyem. Sam Gacy uważał się za chorego psychicznie, choć sąd orzekł, że oskarżony jest całkowicie poczytalny. Na sali sądowej ani przez moment nie żałował tego, co zrobił, nie okazał skruchy. Przeciwnie, orzekł, że "nie przywróciłby życia żadnej ze swoich ofiar". Został skazany na karę śmierci poprzez użycie trucizny. Podczas jej wykonywania powiedział do strażnika: "pocałuj mnie w dupę".

1. Theodore Robert Bundy (Ted Bundy)
Zabijał głównie młode kobiety. Gwałcił swoje ofiary, dusił je, atakował tępym narzędziem, lub topił. Dopuszczał się również nekrofilii. Przyznał się do ok. 30 zabójstw, jednak całkowita ich liczba nie jest znana do tej pory.
Bundy już jako nastolatek fascynował się tematami śmierci ,seksu i przemocy. Czytywał głównie kryminały. Interesowały go zwłaszcza zdjęcia zwłok oraz sceny gwałtów. Przez jakiś czas działał nawet jako wolontariusz pracujący z osobami planującymi samobójstwo. Porzucony przez swoją dziewczynę, poszukiwał podobnych do niej kobiet i mordował je. Jeździł samochodem marki Garbus, w którym wyjął jedno z siedzeń, by było mu wygodniej przewozić potencjalne ofiary.
Bundy był inteligentny, o czym może świadczyć jego elokwencja, rozpoczęcie studiów prawniczych, sprawne nawiązywanie kontaktów z innymi. Grał czarującego dżentelmena, by uwodzić kobiety, które następnie mordował. W łowieniu kobiet niewątpliwie pomagał my wygląd - Bundy był przystojny, co uważał za atut w jego "pracy". Prosił niczego nieświadome dziewczyny np. o pomoc w przeniesieniu teczki do samochodu - zwykle nakładał na nogę gips, aby sprawiać wrażenie bezradnego przystojniaka, liczącego na pomoc dziewczyny o dobrym sercu. Żerował tym samym na zwykłym, ludzkim odruchu niesienia pomocy.
Morderstwa, które popełniał, cechowało wyjątkowe okrucieństwo. Jedną z jego ofiar znaleziono pobitą metalowym prętem z łóżka. Kobieta została zgwałcona, była w stanie śpiączki, a w pochwie miała wepchnięty na siłę wziernik ginekologiczny. Ta kobieta była jedną z 5 osób, które przeżyły atak Bundy'ego.
Bundy uciekał z więzienia, ilekroć go złapano, by dokonywać nowych zbrodni. Jedną ze swoich ofiar pogryzł. Nie zdawał sobie wtedy sprawy, że ślady po jego zębach będą jednym z dowodów w sprawie przeciwko niemu.
Najmłodszą ofiarą Bundy'ego była 12-letnia Kimberly Leach.
Bundy odcinał głowy swoim ofiarom i przechowywał je u siebie w domu. Ciała, które porzucił w górach, wielokrotnie odwiedzał, nakładał na twarze makijaż i uprawiał ze zwłokami seks. Kontynuował te wycieczki do momentu, gdy stan rozkładu zwłok uniemożliwiał mu stosunek.
U Bundy'ego zdiagnozowano zaburzenia afektywne dwubiegunowe oraz depresję. Został stracony na krześle elektrycznym w 1989 roku.
W Tedzie Bundy'm najbardziej przeraża jego rzekoma normalność. To, że nie odróżniał się pozornie niczym od innych ludzi. Elokwentny, przystojny, podobający się kobietom, które nawet do więzienia wysyłały mu listy. Bundy za pomocą niewielkich modyfikacji był w stanie zmienić swój wygląd nie do poznania. Przerażające jest to, jaki efekt dało połączenie psychopatii z inteligencją. Bundy planował każdy swój krok, nie poddawał się emocjom. Gdy przeprowadzano z nim wywiad odnośnie K. Leach, udawał, że płacze, i powiedział , że nie jest w stanie o tym mówić. Próbował przehandlować swoje uniewinnienie za ujawnienie jakichś informacji o mordercy z Green River - targował się z wymiarem sprawiedliwości. W obecności dziennikarzy zachowywał się jak gwiazdor, wobec policji był bardzo arogancki. To był człowiek - kameleon. Kolejna sytuacja, kolejna twarz. Myślę, że to czyni go jednym z najgroźniejszych morderców wszech-czasów.
cienie.jpg
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Paweł Banaszczyk:

Nikt nie rodzi sie od razu zły.

typ 1.
Ed Gein - wybór uzasadniam tym, że nie jest przerażające to co robił ale przerażające jest co się stało że tak robił. Każdy rodzić pewno się zastanawia co wyrośnie z jego pociechy, staramy się wychować jednostkę przystosowaną do życia w społeczeństwie gdyż wiemy, że wyobcowanie szczególnie dzisiaj nie jest najlepszym rozwiązaniem na życie. Staramy się wszechstronnie wykształcić i przystosować swoje dziecko aby mogło sobie radzić w życiu aby, jak to czasem bywa, spokojnie zamknąć oczy. Ed jest dla mnie przykładem takiej osoby, która mogłaby być normalnym obywatelem jeśli by miała właściwe wychowanie. Podejście matki do niego tylko pogłębiało jego strach przed światem , którego faktycznie nie znał, nie wspominając o dysfunkcyjnym rozwoju w sferze seksualnej. Wyewoluowała w nim jego własna wizja świata oparta na zupełnie innych prawach moralnych , które dla nas sa nie do przyjęcia. Chcielibyśmy aby nasze dziecko takie było? Nie sądzę.

typ 2.
Gilles de Rais - to można opisać w kilku słowach. Gilles jest dla mnie takim symbolem tego co wolno robić możnowładcy jeśli tylko czegoś zapragnie. Praktycznie i teraz w otaczającym nas świecie trudno jest nawet wygrać sprawę z kimś bogatszym tylko dlatego, że ma na lepszych prawników. Należy dodać do całości wyczyny różnych dyktatorów znanych z historii i już wiemy ,"co wolno wojewodzie a nie tobie mały smr..". Póki co nie ma u nas dyktatury ale innym nie zazdroszczę. Czy byliśmy zależni kiedyś od kogoś bogatszego? Może mówiliśmy, że wypruwa z nas flaki"? Gilles to robił bo chciał, bo mógł.

typ 3.
Andriej Czikatiło -Najohydniejszą zbrodnią (wg. mnie) jest dopuszczanie się przemocy seksualnej wobec dzieci. Podobnie jak Gein, Adriej miał nieciekawe dzieciństwo ( akurat klęska głodu na Ukrainie oraz wojna plus kiepska matka), co mogło w dużej mierze przyczynić się do tego , że stał się potworem. Skala jego działalności jest przerażająca. Myślę , że nieudolność organów ścigania, przesadna dbałoś o świetny wizerunek Związku Radzieckiego a co za tym idzie tuszowanie takich spraw jak istnienie ,"psychopatycznego mordercy" w przecież cudownym kraju, skutecznie mu pomogło rozwijać ,"swoją działalność". Wyglądał z pozoru na zwykłego człowieka, jak każdy. Czy nie boimy się, że ktoś taki pojawi się w naszym otoczeniu? Dzięki takim ludziom powstaje zwątpienie w służby bezpieczeństwa i pojawia się strach o siebie, o swoją rodzinę, niemoc.

To tak w skrócie poemat o tym, że tak naprawdę to można postrzegać takich osobników jako efekt funkcjonowania naszego społeczeństwa i o tym jak ważni są dla nas rodzice oraz otoczenie, w którym sie rozwijamy.
typy.jpg